środa, 2 lipca 2014

04. Bo pierwsze wrażenie można zrobić tylko jedno ...

Szczęście jest tak bardzo blisko
Jeśli tego chcesz
Marzeniami zbuduj przyszłość
Swój własny los





Tydzień później …
         Obudziłam się dość wcześnie, ponieważ musiałam skończyć się pakować. Zawsze miałam z tym problem. Rodzice kupowali mniejsze walizki, a ja wraz połowy nie umiałam zapełnić. Konsultowałam się z Krzyśkiem, co mi będzie potrzebne. Dużo to on mi nie pomógł, ale każde słowo się liczy. Z ubrań spakowałam swoje ulubione dresy, dżinsy, bluzki, bluzy, ale żeby nie było spakowałam również strój wieczorowy i, co mi się rzadko zdarza, szpilki 8-centymetrowe. Jak na mnie to i tak było za dużo. No, ale cóż… Wśród wysokich facetów trzeba by trochę podrosnąć. Oni mają około 2 metrów, a ja raptem niecałe 175 centymetrów. Dziś założyłam czarne rajstopy z szortami i bluzkę. Z butów wybrałam moje ulubione martensy. W tym samym czasie do mojego pokoju wpadł, jak zwykle bez pukania, Krzysiek.
         - A ty co? Na wybieg? – zaczął się śmiać.
         - Coś ci nie pasuje? A po za tym, mamusia nie nauczyła, że się puka zanim się wejdzie? – zgasiłam go.
         - Czy wy nie możecie wytrzymać jednego dnia bez kłótni? – wtrąciła się Iwona.
         - Ależ my się nie kłócimy, tylko…
         - … tylko wymieniamy swoje poglądy. – uśmiechnęłam się.
         Zeszliśmy wszyscy na śniadanie. Dzieciaki już siedziały i jadły. Iwona wszystko przygotowała. Powiedziała, że gdybyśmy sami sobie musieli przygotować jedzenie to byśmy się nie wyrobili z czasem. Trochę racji miała, choć i tak nie miałam ochoty nic jeść. Wypiłam tylko kawę, a Iwona odprowadziła Sebastiana i Dominikę do znajomej, żeby nas odwieźć do Spały. W czasie gdy jej nie było, Krzysiek zniósł nasze bagaże, a potem wpakował je do bagażnika. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w stronę ośrodka. Przez dłuższy czas nie odzywaliśmy się do siebie. Iwona włączyła radio, żeby umilić nam czas, Krzysiek bawił się swoim telefonem, a ja sprawdzałam czy mam wszystkie materiały. I tak minął nam ten czas.
         W końcu dotarliśmy na parking ośrodka. Wysiadłam z samochodu, otworzyłam bagażnik i wyjęłam swoją walizkę. Nie czekając na Krzyśka, pożegnałam się z siostrą i ruszyłam w stronę głównego wejścia. On wydzierał się za mną, żebym poczekała, ale ja nie miałam zamiaru. Weszłam do głównego hall’u i skierowałam się w stronę recepcji. Po drodze minęłam się z dwoma mężczyznami. Wzięłam klucz od swojego pokoju i szłam w jego stronę.
         - Może ja pomogę? – spytał się jeden. – Ta walizka musi być ciężka.
         - Na szczęście nie jest. – uśmiechnęłam się do niego.
         Teraz go poznałam, albo mi się tak wydaje. To był chyba Andrzej. Pewna nie jestem. Doszłam na drugie piętro, otworzyłam drzwi do swojego pokoju i weszłam. Odczyniłam swój rytuał, czyli walizkę postawiłam na środku pokoju, a ja położyłam się na łóżku. Wtedy usłyszałam pukanie do drzwi. Idąc do drzwi potknęłam się o swój bagaż, którego nie zauważyłam i, skacząc na jednej nodze, doszłam do drzwi. W progu stał Andrea, a w rękach trzymał karton.
         - Tutaj masz ciuchy z logami sponsorów. Oczywiście masz krój damski. – uśmiechnęłam się i odebrałam karton z rąk Anastasiego. – Jeszcze bym zapomniał. Tutaj masz kartkę z przydzielonymi pokojami. To by było na tyle. – kierując się do wyjścia, odwrócił się i dodał: - Zejdź za 2 minuty do konferencyjnej.
         Zamknęłam za nim drzwi i spojrzałam na karton. Ktoś bardzo ładnie na górze napisał moje imię. Skoro miałam wolne miejsce w walizce to przełożyłam ciuchy z pudła do walizki. Wyjęłam jeszcze ręcznik i poszłam przemyć twarz, potem poprawiłam swój makijaż. Zakładając zegarek, który dostałam od cioci na urodziny, stwierdziłam, że powinnam być na dole. Szybko chwyciłam swojego iPhone’a w pięknym etui oraz kluczyki od pokoju i wybiegłam na korytarz, zamykając za sobą drzwi. Zbiegłam do recepcji, aby dowiedzieć się, gdzie jest sala konferencyjna. Wpadłam do niej, jakby się paliło. Po jakiejś sekundzie zorientowałam się, że wszyscy się na mnie patrzą. Poprawiłam fryzurę, schowałam telefon i kluczyki do kieszeni spodni.
         - To jest Zuza. Od dzisiaj będzie w naszym sztabie jako psycholog. – powiedział Andrea patrząc na mnie.
         - Hej. Mówcie mi Zuza, Zuzia, Zuzka, jak sobie chcecie. – uśmiechnęłam się szeroko. – Chciałabym jeszcze dodać, że po tym spotkaniu, na drzwiach do mojego pokoju, pojawi się lista z waszymi nazwiskami w kolejności alfabetycznej. Według tej listy będzie przychodzić do mnie, ponieważ muszę zrobić profile psychologiczne. Dziękuję za uwagę.
         Andrea mówił dalej o planach na ten sezon, a ja stałam podparta o ścianę. Wszyscy słuchali jak zaklęci. Po paru minutach wszyscy porozchodzili się do swoich pokoi. Na końcu wychodził Krzysiek. Szepnął mi do ucha: „Będzie dobrze”. Wcale się nie bałam. No może troszkę, bo przecież pierwsze wrażenie można zrobić tylko jedno. Weszłam do swojego pokoju i od razu zabrałam się za robienie listy. Wzywałam ich po kolei, rozmawialiśmy. Przy okazji wzięłam od każdego numer telefonu. Może zadziwię, ale najtrudniej było mi rozmawiać z Krzyśkiem. Ciągle zmieniał temat. Chwilami miałam ochotę mu coś powiedzieć, ale obiecałam Iwonie, że nie będę się z nim kłócić.
         Zmęczona tym wszystkim poszłam wziąć prysznic. Kiedy tak owinięta ręcznikiem stałam w łazience, słyszałam rozmowę moich sąsiadów, czyli Andrzeja i Karola.
         - Kobieta w naszym sztabie. Stary do czego to doszło? – powiedział pierwszy
         - Nie przesadzaj. Nie jest taka zła.
         - Mówisz tak, bo pewnie ci się spodobała. – zaczęłam się bardziej temu przysłuchiwać.
         - Co ci mam powiedzieć. Ładna jest, ale pewnie zajęta.
         - Jak dobrze, że ja mam swoją Olę.

         Nie mogłam rozróżnić głosów, więc nie wiedziałam który co mówił. Wiedziałam tylko jedno. Muszę być ostrożniejsza. Nie jestem jeszcze gotowa na miłosne gierki, a po za tym nie chcę nikomu robić nadziei. Przebrałam się w piżamę i położyłam się do łóżka. Podpięłam słuchawki do telefonu, włożyłam je do uszu i puściłam muzykę. Tego wieczoru Morfeusz bardzo szybko zabrał mnie do swojej krainy.
__________________________________________________
Witam Was, moje kochane po długiej przerwie. Przepraszam, że mnie tak długo nie było, ale zawsze mi wypadało coś ważniejszego. Rozdział jak dla mnie nudny, ale mam nadzieję, że nie najgorszy. CZEKAM NA WASZE OPINIE W KOMENTARZACH!!!
Pozdrawiam ;)

2 komentarze:

  1. Gotowość na miłosne gierki to jedno,ale jednak chyba nie wypada plątać się w taki układ, jeśli z ewentualnym przyszłym łączą stosunki zawodowe. To by chyba wtedy nie miało racji bytu.
    Pozdrawiam.
    [lucky--loser]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, ale jak to mówią "miłość nie patrzy na nic" ;)

      Usuń