piątek, 3 marca 2017

09. Bo nie zawsze jest tak kolorowo ...

Nie wiem, co dobre już
Czasami gubię sens
Jak największy tchórz
W sobie chowam się.

30 maja 2013 r., Spała


            Od paru dni jedyną drogą panów jest przejście do hali i siłowni. Wolny czas mają jedynie podczas posiłków,  snu i przerwy poobiedniej. Nawet nie rozjeżdżamy się do domów na weekendy, ponieważ trenujemy na Ligę Światową. Już niedługo będziemy grać pierwszy mecz z Brazylią. Trochę się stresuję, bo to mój pierwszy taki duży turniej. Dzisiaj rano był trening na siłowni, a teraz jem obiad. Za chwilę będziemy mieć 2 godziny przerwy, podczas której chyba się prześpię, bo ostatnio zarywam noce, pomagając przy uzupełnianiu papierów.


30 minut później ...


            Chłopcy rozeszli się do pokoi na krótką drzemkę. Ja chyba też muszę się chwilę przespać, choć jak widzę ile jest papierów do uzupełnienia … Nienawidzę papierkowej roboty. Zdecydowanie wolę rozmowy. Lubię kontakt z ludźmi, a nie kartki i ekran laptopa.
            Ktoś zaczął pukać do drzwi. Otworzyłam je i wtedy ujrzałam Oskara.
            - Musisz mi pomóc. Nigdzie nie mogę znaleźć statystyk z zeszłego tygodnia.
            - Nie możesz ich wydrukować drugi raz?
            - To nie takie łatwe. Cały folder, w którym to miałem się usunął. Próbowałem go odzyskać, ale nie dałem rady. Resztę znalazłem i wrzuciłem do komputera.
            - Nigdzie tego nie skopiowałeś?
            - Mój pendrive gdzieś zaginął. Szukałem wszędzie, ale to jest takie małe, że tego nie znajdę. Jak kamień w wodę.
            - W tym pierdolniku wszystko może zaginąć. Aż dziw, że żyjesz.
            Wybierając między drzemką a pomocą, niestety wyszło na pomoc. Chyba miałam zbyt dobre serce. Wchodząc do jego pokoju, czułam się jakbym wchodziła na teren jakiegoś wysypiska. Od razu zabraliśmy się do poszukiwań. Przy okazji dowiedziałam się, czemu to jest takie ważne. Okazało się, że Andrea chciał coś sprawdzić. Oskar wiedział o tym od rana, ale dopiero teraz zaczął się martwić. Nie wiem czemu, ale wpadł mi do głowy pomysł, żeby przeszukać jego kosz na śmieci.
            - Co ty robisz? – spytał się zdziwiony.
            - Może przez przypadek podarłeś i wyrzuciłeś? Sprawdzałeś?
            - Nie, w ogóle mi to nie przyszło na myśl …
            - Ty w ogóle myślisz? – spytałam się kpiącym głosem. Dziwnie się czułam przeszukując czyjeś śmieci. – Oskar, pozwól na chwilę. Zobacz. To chyba to. – powiedziałam, pokazując mu skrawek kartki.
            - Tak. A teraz masz jakiś supergenialny pomysł?
            - Jak znajdziemy wszystkie kawałki to możemy posklejać i napisać od nowa. – patrzył na mnie jakbym urwała się z kosmosu. – Ty to chyba naprawdę nie myślisz. Chodź mi pomóc.
            Razem siedzieliśmy i szukaliśmy reszty. Musiał wszystko podrzeć w drobny mak. W sumie to ja też tak robiłam. Tak było zawsze bezpieczniej. Po chwili wszystko znaleźliśmy i mogliśmy posklejać w całość. Oskar włączył laptopa i wszystko powpisywaliśmy. Po wydrukowaniu zaniósł tą kartkę Andrei, a ja wróciłam do siebie, aby się zdrzemnąć.


godz. 20:00


            Niedawno skończył się trening na hali, a potem odbyła się kolacja. Jak co wieczór zostałam poproszona o wypełnienie kolejnych papierów i wykonanie kilku telefonów. Póki co udało się załatwić wszystko. Teraz wypełnię papiery i będę mogła iść spać. Jednak nie nastąpi to tak szybko, ponieważ ktoś postanowił mnie odwiedzić.
            - Jak ci minął dzień? – zapytał się Krzysiek siadając na moim łóżku.
            - Tak samo jak wczoraj, przedwczoraj. U mnie każdy dzień wygląda identycznie.
            - To podobnie jak u mnie. Widzę, że dużo nas łączy. – uśmiechnął się.
            - Jedno mnie zastanawia. Co cię tchnęło by mnie odwiedzić.
            - Ziomek postanowił pójść na spacer, nie informując mnie o tym. Zamknął pokój i po prostu wyszedł. A ja byłem u fizjo.
            - To już rozumiem. Nie masz jak dostać się do pokoju.
            Siedziałam tak z nim i gadaliśmy. Opowiadał, że Iwona do niego dzwoniła i opowiadała co się dzieje. Pewnie, bo do własnej siostry to już nie łaska zadzwonić. Dzieciaki się o mnie pytały. Kochane urwisy. Mimo że nie znałam tak dobrze Dominiczki to ją bardzo pokochałam. Byłam jej ciocią. I z Sebka zrobił się już duży dzieciak. Żałowałam tych straconych 5 lat. Straciłam je przez własną głupotę. Bywa … Jednak najbardziej byłam na siebie zła za to, że nie było mnie przy siostrze w ciężkich chwilach, bo na pewno trudno jest ciężarnej kobiecie samej zajmować się 6-letnim chłopcem. Co prawda miała mamę, ale ona nie zawsze mogła przyjechać. Na kłótni z matką ucierpiała cała rodzina.
            Łukasz wrócił szybciej niż się spodziewaliśmy, ale to z powodu deszczu, który zaczął padać. Biedaczyna, nie trafił z pogodą. Z racji mojego zawodu, przypomniałam się Łukaszowi, że jak ma jakiś problem lub chce się wygadać, to może przyjść. Nie chciał, więc nie naciskałam. Jest dorosłym mężczyzną. I myśli jak mężczyzna w jego wieku, więc nie musiałam się o niego bać.
            Wróciłam do swojego pokoju i położyłam się na łóżku. Byłam wyczerpana. Dobrze, że Krzysiek wpadł. Pośmiałam się trochę. Dalej nie rozumiem, jak mogłam się z nim kłócić tyle czasu. Jest świetnym człowiekiem. Teraz wiem, czemu fani go tak kochają. Jego osobowość i poczucie humoru sprawiają, że można go słuchać godzinami, a on chętnie by rozmawiał. Często powtarzał, że jakby kazali mu być cicho to zabiłby się własnymi myślami. Filmiki też dużo mu dodawały. Kibice szaleli za „Igłą szyte”. To była jego taka jakby wizytówka.
            Usłyszałam swoją ulubioną piosenkę, lecz dopiero po chwili zorientowałam się, że dzwoni mój telefon. Myślałam, że może to Iwona dzwoni, bo dawno nie rozmawiałyśmy. Myliłam się. To nie była moja siostra. To moja matka. Nie wiedziałam, czy miałam odebrać. Dawno nie rozmawiałyśmy, ale to też przez nią zaczęłam się buntować.
            - Tak? – powiedziałam łamiącym się głosem.
            - To ja córeczko kochana. Co u ciebie słychać? – uczucia się we mnie mieszały. Tęskniłam za tym, ale nie wybaczyłam jej i trochę mnie to bolało. Mogłam odpowiedzieć, że jestem zajęta, ale ja jak zwykle dałam się ponieść emocjom.
            - Co u mnie? Od kiedy się tym interesujesz? Nigdy cię to nie obchodziło! Nigdy się nie pytałaś jak się czuję. Gdybym nie poszła wtedy do ojca. Pamiętasz? Miałam prawie 41 stopni gorączki, byłam odwodniona, ale ty twierdziłaś, że nic mi nie jest, że symuluję. Gdyby mnie wtedy tata nie wziął do szpitala …
            - Też się wtedy o ciebie martwiłam.
            - Po prostu nie wierzę. Martwiłaś się o mnie? Jakoś tego nie zauważyłam. Ciągle mówiłaś o Iwonie. Iwonka to, Iwonka siamto. Była twoim ideałem. I chyba nadal jest, co? A ja jestem nikim. Dzieckiem, którego nigdy nie kochałaś.
            - Kochałam cię i dalej cię kocham. Jesteś moją córeczką.
            - Szkoda, że nie dałaś mi tego odczuć. Wiesz jak to bolało w każde urodziny? Zawsze ona była ważniejsza. Nie pamiętałaś. Nigdy. Rok w rok wbijałaś mi nóż w serce do cholery jasnej!
            Nie wytrzymałam. Rzuciłam swoim telefonem, który rozpadł się na kilka części. Nie mogłam dłużej ciągnąć tej rozmowy. To było dla mnie zbyt wiele. Nie potrafiłam jej wybaczyć tego, że nigdy nie pamiętała. Przecież mnie rodziła. Byłam jej córką. Oczy zalały mi się łzami. Widziałam przed sobą rozmazaną postać. To był Andrzej. Dopiero gdy podszedł bliżej to go rozpoznałam. Objął mnie swoimi silnymi ramionami i trzymał mnie tak, ale ja nie mogłam stać. Nie miałam na to siły. Czułam, że gdyby nie on, upadłabym teraz na podłogę. Usiadł razem ze mną na ziemi. Przez chwilę trzymał mnie jeszcze zamkniętą w swoich ramionach, lecz po chwili puścił. Ocierał łzy płynące po mojej twarzy. Nic nie mówił, o nic nie pytał. Byłam mu za to wdzięczna. Położyłam swoją dłoń na jego policzku i zaczęłam głaskać kciukiem. Po chwili oparłam swoje czoło o jego i, nawet nie wiem kiedy, zaczęłam go całować. On się nie opierał. Całował namiętnie i delikatnie zarazem.
            - Przepraszam. – wydukałam i położyłam swoją głowę na jego ramieniu. – Przepraszam … - mówiłam coraz ciszej.
            Poczułam jak wziął mnie na ręce i zaniósł do mojego łóżka. Byłam mu za to wdzięczna, ponieważ sama bym do niego nie dała rady dojść. Pamiętam, że przykrył mnie kołdrą, pogłaskał po skroni i coś powiedział, ale nie wiem co …


_______________________________________________________
Hej. Mam nadzieję, że jeszcze ktoś czeka na ciąg dalszy. Oficjalnie mogę ogłosić REAKTYWACJĘ
Wypatrujcie dalszych losów Andrzeja i Zuzy!

KOMENTARZ = MOTYWACJA
Jeśli czytasz - skomentuj. Będę wiedziała, że ktoś czyta <3

czwartek, 22 stycznia 2015

08. Bo czasami nawet najmniejszy gest umyka naszej uwadze ...

Królestwo samotnej duszy,
a królową jestem ja.
Posępny wiatr na strunach burzy w sercu gra.
Choć opieram się, to się na nic zda...


25 maja 2013 r., Milicz


         Jeżeli ktoś myślał, że będziemy mogli później wstać ze względu na nasz wyjazd, to się mylił. Siedzimy wszyscy w sali konferencyjnej, niektórzy patrzą ukradkiem na zegarek lekko wzdychając, inni za to ziewali z niewyspania. Ja usiadłam obok Olka, który był równie zainteresowany jak reszta tym co się dzieje. Andrea opowiadał o planie na dzień dzisiejszy. Opowiadał tak aż w końcu podjechał nasz autokar i trzeba się było zbierać. Każdy zabrał swoje bagaże i wyszliśmy przed hotel. Łukasz znowu zabrał mi bagaż i powiedział, że kobiecie nie wypada takich bagaży nosić. Dżentelmen … Wsiadłam do autokaru i znów wyjęłam „Weronika postanawia umrzeć”. Trzeba w końcu ją skończyć. Obok mnie usiadł Ziomek. Chyba jednak nie dane jest mi jej skończyć.
         - Zauważyłaś? – zaczął.
         - Nie rozumiem. Niby co miałam zauważyć?
         - Andrzeja, który cały czas jest obok ciebie.
         - Po prostu jestem nowa i pomaga mi się zaaklimatyzować. – tłumaczyłam mu.
         - Jasne … Szkoda tylko, że nie widzisz tych jego maślanych oczu jak przechodzisz obok, a dogadać się wtedy z nim nie można. Przemyśl to.
         Tak jak szybko się pojawił, tak szybko zniknął. Dalej nie rozumiem o co mu chodzi. To prawda, Andrzej jest blisko mnie, zawsze rozluźnia atmosferę. Ale jakby to było coś więcej niż przyjaźń to dałby jakiś znak. Chyba … A po za tym to on przecież ma dziewczynę. Już sama nic nie wiem. Otworzyłam książkę, ale to wszystko na nic. Nie dam rady niczego przeczytać. Głupie serce. Przecież z tego stanu da się wyjść. Nie myśl o tym, nie myśl o tym wspaniałym facecie, który siedzi gdzieś na końcu autokaru. Po prostu nie myśl. Zapomnij. Ahhh… To wszystko na nic. Wszelkie starania odeszły. Ciocia kiedyś mówiła: „Życie to wielki, śmierdzący bajzel. I to jest w tym najpiękniejsze.” Miała rację. W ogóle o czym ja myślę? Ja nie mogę się zakochać. Nie teraz. Nie w nim.


pół godziny później, Twardogóra


         Dotarliśmy właśnie do hotelu, w którym się mieliśmy zatrzymać. Wzięłam swój bagaż oraz klucz od Andrei i ruszyłam w stronę swojego pokoju. Mieliśmy jeszcze chwilę do treningu, gdyż przed nami swój trening mieli mieć Serbowie. Korzystając z wolnego czasu poszłam wziąć zimny prysznic. Chciałam zmyć to wszystko z siebie. Całe te rozmyślania. W głowie wciąż miałam słowa Łukasza. Dlaczego ja niczego nie zauważyłam. Ubrałam ciuchy „robocze”, zrobiłam delikatny makijaż. Wychodząc z łazienki usłyszałam pukanie do drzwi. Nie wiem czemu, ale przeszedł mnie dreszcz. Przecież i tak muszę otworzyć drzwi, bez wyjątku na to, kto to by był. W progu ujrzałam trenera. Ulżyło mi.
         - Muszę się kogoś poradzić. – zaczął.
         - W czym? I dlaczego akurat mnie?
         - Ty ich obserwujesz cały czas, jak matka swoje dzieci. – Anastasi wiedział co zrobić, żeby na mojej twarzy pojawił się uśmiech. – Przejdźmy do konkretów. Co sądzisz o tym, żeby dzisiaj dać szansę zmiennikom? Sam nie jestem pewien czy to wytrzymają.
         - Moim zdaniem jest to dobry pomysł. Nie powinieneś się martwić o to czy ich psychika da radę. W końcu są tu po to, aby grać mecze z trudnymi przeciwnikami. Wybrałeś ich, bo są jednymi z najlepszych zawodników w Polsce. Oni są dorośli i powinni mieć już jakieś przetarcie w tej kadrze. Więc … Jeżeli chodzi o mnie to ja jestem za, ale decyzja należy do ciebie. Do nikogo innego. I mam nadzieję, że choć trochę pomogłam.
         - Dzięki Zuza. Pomogłaś i nawet nie wiesz jak bardzo. Chciałbym mieć taką córkę.
         - Z córką byś tak nie pogadał. – posłałam mu uśmiech, gdy wychodził.
         Ile ja bym dała za takiego ojca, z którym można normalnie pogadać. Spojrzałam na zegarek, zostało jeszcze 5 minut. Zgarnęłam telefon, notes, klucz i wyszłam z pokoju. Zeszłam do holu i usiadłam na wygodnej kanapie. Za chwilę przyszedł Krzysiek z Ziomkiem. Zaraz za nimi cała reszta. Wsiedliśmy z powrotem do autokaru i ruszyliśmy w kierunki hali.


godz. 18.00, Gminny Ośrodek Sportu i Rekreacji w Twardogórze


         Dzisiaj również usiadłam obok statystyków, aby tak jak wczoraj mieć najlepszy widok i dostęp do statystyk. Najpierw wyszła szóstka gości – na rozegraniu Nikola Jovović, na przyjęciu Nikola Kovacević i Marko Ivović, na środku Marko Podrascanin oraz Srecko Lisinać, na ataku Dusan Petković, a na libero Nikola Rosić. W porównaniu z dniem wczorajszym było trochę zmian. Jednak najbardziej czekałam na to, w jakim składzie wyjdziemy my. Długo czekać nie musiałam, spiker już zaczął wymawiać nazwiska naszych – na rozegraniu Fabian Drzyzga, na przyjęciu Michał Winiarski i Wojtek Włodarczyk, na środku Andrzej Wrona oraz Łukasz Wiśniewski, na ataku Zbyszek Bartman a na libero Krzysiek Ignaczak. Jednak Andrea zmienił skład. Z wczoraj zostawił tylko Łukasza i Zbyszka. Myślałam, że wystawi Dawida, ale widocznie to byłoby rzucenie na głęboką wodę. Niestety, widać było przewagę gości i to już na początku pierwszego seta. Nasi zaczęli gonić i, dzięki zagrywkom Wojtka i dobrze wykonanym kontrom naszych, objęliśmy prowadzenie. Lecz nie na długo, bo znów zaczęliśmy popełniać masę własnych błędów i przegraliśmy tego seta do 18. Nie pomogła nawet zmiana Zbyszka na Dawida. Jednak druga partia napawała nas radością. Zaczęliśmy dobrze grać, Michał i Dawid spisywali się bardzo dobrze. Wygraliśmy ten set 25:20. Trzeci rozpoczęliśmy tak samo jak poprzedni, a z każdą akcją nasza gra stawał się coraz lepsza. Niestety tylko do drugiej przerwy technicznej. Później znowu wróciła gra z pierwszego seta. W końcówce partii Serbowie doprowadzili do remisu, a potem zdobyli przewagę i wygrali 32:30. Po zmianie stron nic się nie poprawiło. My graliśmy słabo, przeciwnicy grali tak jak w całym meczu, dobrze spisując się polu serwisowym. Goście zaczęli powiększać swoją przewagę, wygrywając ostatecznie do 17. W całym meczu przegraliśmy 1:3.


ok. godz. 21.30


         Właśnie wróciliśmy do hotelu, gdzie czekała na nas kolacja. Podczas posiłku panowały dosyć smutne nastroje.
         - A wy co tacy przygnębieni? – zapytałam się Krzyśka, Karola, Andrzeja, Wojtka i Ziomka do których, chcąc nie chcąc, musiałam się dosiąść.
         - Zagraliśmy źle i to bardzo. Z czego tu się cieszyć? – odpowiedział Karol.
         - Zaczął ten, co się najwięcej nagrał. – odpowiedział mu Andrzej. Wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Chwilę później przyszedł Winiar, który rozmawiał przez telefon.
         - Może byś już tak nie gadał z Dagmarą? – powiedział Igła.
         - A co zazdrosny? Może poproszę Iwonę, żeby częściej do ciebie dzwoniła? – odpowiedziałam mu.
         - Nie trzeba. – pokazał mi język jak małe dzieci.
         - Dzięki Zuza, za wszystko. Oliwier wyszedł już ze szpitala, musi posiedzieć jeszcze tydzień w domu i będzie zdrów jak ryba. – oznajmił Michał.
         Zaraz po kolacji poszłam do swojego pokoju. Wzięłam prysznic, ubrałam się w piżamkę i położyłam się do łóżka. Jeszcze przed snem stwierdziłam, że skończę czytać tą książkę.
____________________________________________________
Witajcie. Leci do was ósemka. Wyszła mi taka trochę nieciekawa, przepraszam. Następny będzie lepszy, uwierzcie mi.

KOMENTUJCIE!!! TO MOTYWUJE!!!

Pozdrawiam Was cieplutko ;*

niedziela, 4 stycznia 2015

07. Bo nie liczy się wiek, a doświadczenie życiowe ...

Och, spędziłam tak wiele nocy
Użalając się nad sobą
Wtedy ciągle płakałam
Ale teraz chodzę z podniesioną głową


24 maja 2013 r., Spała


         Dziś zapowiadał się dzień pełen atrakcji. Dzisiaj kończy się mój okres próbny. Tak szybko to zleciało. I w końcu będę mogła zobaczyć chłopaków w akcji. Mecz z reprezentacją Serbii. Niestety, trochę chłopaków nas opuściło. Nie wiedziałam, że to tak cholernie boli rozstawać się z nimi. Zżyłam się z nimi. Naprawdę. Zaraz po śniadaniu mieliśmy wyruszyć do Milicza. Właśnie. Mieliśmy. Stoję na dole ze swoim bagażem chyba już z 10 minut. I żywej duszy nie widać. Nie wiem o co chodzi.
         - Nie myśl tak dużo, bo cię głowa rozboli. – szepnął przy uchu, a potem stanął obok mnie wyprostowany z rękami z tyłu.
         - Ty się nie bój o moją głowę. – odpowiedziałam z uśmiechem nie patrząc się na niego. – Jak twój związek?
         - Czy ty się nie za bardzo wtrącasz?
         - Ja? Skądże.
         - Miłość jest wśród nas! – krzyknął Wojtek.
         Gdy się odwróciłam, wszyscy tam stali. Spojrzałam na Andrzeja, a ten się uśmiechał. Wszyscy stali z bagażami. Z ośrodka wyszedł Andrea w dobrym nastroju. Zaraz za nim wyszedł cały sztab.
         - Podoba ci się u nas? – spytał Gardini po włosku.
         - Oczywiście, że tak. – odpowiedziałam w tym samym języku, aby nieliczni zrozumieli.
         - To świetnie. – przed swoimi oczami ujrzałam umowę o pracę podaną przez trenera Anastasiego.
         Rzuciłam okiem na kartkę, po czym przyłożyłam ją do klatki piersiowej Andrzeja i podpisałam. Kątem oka widziałam te śmiechy, ale nic z tym nie zrobiłam. Później dowiedziałam się, że to wszystko było ukartowane. Kiedy ja stałam na zewnątrz, oni rozmawiali z trenerem i jak się okazuje żaden z nich nie miał nic przeciwko.
         - Żebyś widziała jak Andrzej cię bronił. Wszystkie argumenty Karola rozbił. – powiedział Winiar.
         - Po prostu uważam, że jesteś wspaniałą panią psycholog i dobrze wykonujesz swoją robotę. – odpowiedział, po tym jak na niego spojrzałam.
         Wszyscy zaczęli się śmiać aż do przyjazdu naszego autokaru, który miał nas zawieźć do Milicza. Ziomek wziął mój bagaż, a ja weszłam do autokaru. Chyba naprawdę wzięli sobie do serca mój wywód na temat savoir vivre’u. Wiedziałam, że czeka nas dosyć długa podróż, więc zaopatrzyłam się w dobrą książkę. Gdy tylko wyruszyliśmy, wzięłam książkę Paulo Coelho „Weronika postanawia umrzeć”. Książka jednego z moich ulubionych pisarzy. Powieść opowiada o dziewczynie, która usiłuje popełnić samobójstwo, lecz jej się to nie udaje. Poleciła mi to Izka, jak razem leżałyśmy w szpitalnej sali.


3 godziny później …


         Dojechaliśmy do hotelu, w którym mieliśmy nocować. Zjedliśmy obiad w jakiejś restauracji, po czym chłopaki mieli lekki trening na hali. Po zapoznaniu się z halą, Andrea zebrał nas wszystkich w szatni.
         - Jako, że wszyscy nie możecie pojechać na rynek ze względu na to, że musicie zregenerować siły na mecz, wybrałem dwóch z Was, którzy pojadą ze mną i Andreą na odsłonięcie tablic pamiątkowych na rynku. Są to Andrzej i Krzysiek. Krzysiek już wie, ale chcę cię Andrzej uświadomić, że oznacza to jednocześnie zesłanie na trybuny podczas dzisiejszego meczu. Dodatkowo chciałbym prosić Zuzę, żeby nam towarzyszyła. – oznajmił trener Anastasi.
         - Co to, to nie mam mowy. – zaczęłam przecząco kiwać głową.
         - Zgódź się … - powiedzieli niemalże chórem chłopaki.
         - Nie daj się prosić. – podszedł i złapał mnie w pasie od tyłu Krzysiek. – Arek chciałby żebyś była na odsłonięciu jego tablicy. – szepnął do ucha łamiącym się głosem.
         - No dobra, zgadzam się. – odwróciłam się, by spojrzeć mojemu szwagrowi w oczy. – Robię to dla Arka. – powiedziałam bezgłośnie.
         Nic nie odpowiedział, tylko się uśmiechnął. Rynek był niedaleko, więc mieliśmy pójść piechotą. Potem dowiedziałam się, że miało być odsłonięcie tablic również naszych trenerów, którzy teraz szli przed nami. Krzysiek sam chciał iść na to i liczył się z konsekwencjami. Trudno, żeby go nie było podczas odsłonięcia tablicy pamiątkowej najlepszego przyjaciela. Po chwili spaceru doszliśmy na rynek, na którym miała odbyć się cała ceremonia. Doszliśmy Naczas. Szybko zajęliśmy swoje miejsca. Siedziałam między jednym a drugim, bo obaj chcieli siedzieć obok mnie. Jak w przedszkolu.
         - Pierwsza tablica będzie poświęcona wspaniałemu siatkarzowi, ale nie tylko siatkarzowi, kapitalnemu człowiekowi, którego miałem okazję i niebywałą przyjemność poznać osobiście, z którym miałem okazję i przyjemność wiele razy porozmawiać, z siatkarzem którego fantastycznie zapowiadającą się karierę sportową przerwał tragiczny w skutkach wypadek. Nie zmieniło to jednego, że pozostał w sercach polskich kibiców na zawsze i na zawsze w sercach polskich kibiców pozostaje. Gdyby z nami był odnosiłby na pewno, jestem o tym przekonany, razem z kolegami z narodowej drużyny sukcesy, które oni odnosili w ciągu tych ostatnich kilku niezapomnianych lat. Szanowni Państwo o odsłonięcie pamiątkowej tablicy poświęconej pamięci Arkadiusza Gołasia poproszę pana Tomasza Gołasia. – oznajmił Marek Magiera, który prowadził tą ceremonię.
         Wtedy tata Arka zszedł na dół, aby odkryć tablicę upamiętniającą swojego syna. Przy tych słowach poczułam dziwne uczucie. Jakby Arek był gdzieś tu, wśród nas. Jakby siedział tutaj i mówił – „Nie martw się, jestem obok”. Wtedy poczułam czyjąś rękę na swoim prawym ramieniu. To był Krzysiek. Zauważył, że się zamyśliłam i gdzieś odpłynęłam. Wszyscy biliśmy brawa, a pan Tomasz odbierał gratulacje oraz certyfikat. Potem swoje tablice odsłaniali kolejno: Krystyna Hajec-Wleciał, Wojciech Drzyzga i Nikola oraz Vladimir Grbić. Każdy powiedział parę słów od siebie. Następnie odciski swoich dłoni złożyli Andrea Gardini oraz Andrea Anastasi. Zaraz po tym opuściliśmy rynek i wróciliśmy do hotelu. My również zrobiliśmy sobie pamiątkę, uwieczniając się na zdjęciu. Gdy wróciliśmy do hotelu, wszyscy czekali na nas w holu i od razu rzucili się z  zapytaniem „jak było?”. Na szczęście Andrea przybył z odsieczą i powiedział, że wszystkiego się dowiemy w konferencyjnej. Zdziwiło mnie to, że czekali na nas w holu, ale przypomniałam sobie, że nasz trener dzwonił do kogoś jak wracaliśmy. W konferencyjnej trener opowiedział chłopakom przebieg uroczystości oraz omówił taktykę na dzisiejszy mecz.


godz. 20.30, Ośrodek Sportu i Rekreacji w Miliczu


         Właśnie rozpoczynający się mecz obserwować będę z miejsca obok statystyków. Odbyło się przedstawienie obu zespołów, a teraz wychodzą składy. Serbowie rozpoczynają dziś w ustawieniu – na rozegraniu Aleksa Brdjović, na przyjęciu Uros Kovacević i Nemanja Petrić, na środku Marko Podrascanin oraz Srecko Lisinać, na ataku Dusan Petković a na libero Filip Vujić. My natomiast zaczynamy tak – na rozegraniu Łukasz Żygadło, na przyjęciu Michał Kubiak i Bartek Kurek, na środku Piotrek Nowakowski oraz Łukasz Wiśniewski, na ataku Zbyszek Bartman a na libero Paweł Zatorski. Mecz był bardzo dobry w wykonaniu naszych chłopaków. W dwóch pierwszych setach Bartek skończył 8 z 9 ataków, punktował też w polu serwisowym. Pierwsza partia była nasza. Wygraliśmy ją po ciężkiej batalii, na przewagi 29:27.  Do równej gry Kurka dołączyli również Kubiak i Bartman, a Łukasz rozgrywał z coraz większą pewnością. W drugim secie nasi zwyciężyli do 21, a Piotrek miał 100% skuteczność. Niestety w trzeciej partii zagraliśmy złą końcówkę i przegraliśmy, zdobywając jedynie 22 punkty. Wiedziałam, że chłopaki nie mogli zapomnieć jak grać z Mistrzami Europy. Nie myliłam się. Odrodzili się w czwartym secie zwyciężając do 19, i w całym meczu 3:1! Kibice szaleli, ja sama nigdy nie widziałam meczu siatkówki na żywo. Nie wiedziałam, że to takie emocje. Chłopaki teraz skaczą w kółeczku. Podają sobie ręce z rywalami. Jutro rewanż o 18:00. Wierzę, że nie zapomną tej gry. Choć też mam nadzieję, że wyjdą też inni. Teraz chłopaki mają czas dla mediów, potem do szatni, konferencja prasowa, do autokaru i do hotelu.


ok. godz. 24, hotel


         Podczas podróży poprosiłam Michała, żeby ze mną porozmawiał i to jak najszybciej. Tymczasem siedzę w pokoju, w swojej ciepłej piżamce, a jego dalej nie ma. Ktoś puka do drzwi. Podchodzę i naciskam na klamkę. W progu stoi on. W końcu przyszedł. Usiadł na łóżku, opar się o ścianę i wbił wzrok drugą ścianę.
         - Co się dzieje? – zaczęłam.
         - A co ma być?
         - Przecież widzę. Chodzisz jak struty. Na treningu wkurzasz się o wszystko i na wszystkich. Więc się pytam, co się dzieje?
         - Oliwier jest chory.
         - Nie o to tu chodzi. Zresztą nic nie zrozumiesz.
         - Mów. Może zrozumiem, a jeżeli nie to chociaż spróbuję. Wiem tylko tyle, że nie chodzi tu o to, że Oliwier jest chory.
         - Oliwierowi temperatura nie spada, oboje są w szpitalu, a Dagmara zagroziła mi, że jeżeli nie będzie mnie tam przy nich to z nami koniec. Ale co ty możesz wiedzieć.
         - Co ja mogę wiedzieć. Rodzice mnie nie kochali, facet mnie zdradził z najlepszą przyjaciółką. Co ja mogę wiedzieć o życiu!
         - Naprawdę rodzice cię nie kochali?
         - Żartowałam, tylko druga część była prawdziwa. Boże, tu nie o mnie chodzi. Po za tym ona nie może się z tobą rozstać od tak. Musiałaby udowodnić, że ją zdradziłeś albo, że nie ma między wami pożycia małżeńskiego. A jest, prawda?
         - No … jest … Tobie nie będę się z tego spowiadał przecież.
         - Właśnie. Najpierw jest separacja, potem rozwód. To nie takie proste. Nie mogłaby powiedzieć, że chce się z tobą rozstać, bo tak. Bo tak, ale dlaczego? Musiałaby mieć powód, dowód i co tam jeszcze chcesz. Ona cię kocha jestem tego pewna.
         - To dlaczego tak powiedziała?
         - Ona nie jest pierwszą kobietą sportowca, która musi zrozumieć to, że wasz zawód nie jest taki, że idziecie do pracy na ósmą w garniturze siedzicie osiem godzin za biurkiem i o 16 wracacie do domu, gdzie przygotowany jest obiad, który jecie razem z rodziną, potem bawisz się z dzieckiem. Jest świetnie, super. Czegoś takiego nie ma. Wy macie inny system pracy. A ona musi to zrozumieć. W końcu jest twoją żoną. Daj mi numer do niej. – podałam mu swój telefon, a on wstukał numer. – Jesteś wolny. Możesz już iść.
         Gdy Michał wyszedł z mojego pokoju, od razu zadzwoniłam do Dagi. Rozmawiałyśmy dosyć długo, wyjaśniłam jej sytuację, co i jak. Opowiedziała mi, że straciła kontrolę nad sobą, powiedziała to w złości, a telefonu potem nie odbierała, bo się rozładował. Ona go kocha. Nie wiedziała, jak Michał mógł pomyśleć inaczej. Była zła na siebie za tą całą sytuację. Poprosiłam ją o to, żeby ta rozmowa została tylko między nami. I żeby zadzwoniła do niego, bo na pewno czeka na jej telefon. Byłam dobrej myśli. Nie bałam się o nich. Wiedziałam, że im się uda. Bałam się o siebie. Powiedziałam dzisiaj o parę słów za dużo. A Michał to gaduła. Nawet nie chcę myśleć, co będzie jak dowie się Krzysiek. On powie Iwonie, a ona poleci do rodziców. Muszę trzymać język za zębami.
___________________________________________________

Witam Was. Ten rozdział miał być w sylwestra, ale jest teraz. Jak mówi polskie przysłowie - lepiej później niż wcale. Wyszedł trochę dłuższy niż planowałam.

Chciałabym podziękować tutaj pewnej osobie, która mnie poganiała i to dzięki niej jest to coś u góry. Dziękuję Domciu :D

Ogłoszenie parafialne:
Jeżeli chcecie pogadać ze mną na temat siatkówki bądź czegoś się ode mnie dowiedzieć to możecie do mnie napisać na gg --> 49719423
Zapraszam!

KOMENTUJCIE!!! TO MOTYWUJE!!!

środa, 24 grudnia 2014

06. Bo największym skarbem są najlepsi przyjaciele ...

przeprowadzę Cię przez mrok
nie pozwolę ranić łzom
i nie będziesz już się bać
przyjaciele po to są

         Dzień zaczął się jak zwykle. Wstałam, ogarnęłam się, zeszłam na śniadanie. Minęłam parę pokoi, w których nasi wspaniali gracze się kłócili. O dziwo, cisza na stołówce. Gdyby nie te kłótnie, uznałabym, że się spóźniłam. Jak co dzień poszłam i zrobiłam sobie kawę. Najlepsze co człowiekowi może się przydarzyć z rana to kawa. Jednak długo nie cieszyłam się tą ciszą jaka tu panowała. Wpadli jak do obory nie witając się z człowiekiem. Zero kultury. Na ich szczęście honor uratował Andrea. Jedyny wychowany na dżentelmena. Podszedł, przywitał się. Nie to co reszta. Niestety nie obeszło się bez ich towarzystwa przy śniadaniu.
         - Wyspałaś się? – zaczął Andrzej.
         - Tak, a co? – nie wiedziałam o co mu chodzi.
         - Krzyczałaś coś przez sen. – wtrącił Karol.
         - Nie ma o czym mówić. Koszmary senne. Każdemu się zdarzają. – machnęłam ramionami.
         Reszta śniadania minęła nam na pogawędkach. Później chłopcy wzięli torby i wszyscy ruszyliśmy na halę. Ja wzięłam ze sobą papiery i usiadłam obok Oskara. Trening minął jak zwykle. Czasem Andrea się wydarł, czasem któryś przeklął. Dzień jak co dzień. Zawodnicy oraz sztab udali się do szatni. Oprócz jednego.
         - I jak mi poszło?
         - Nie wiem. Znam się tylko na waszej psychice, Andrzejku. – położyłam swoją dłoń na jego zarośniętym policzku i uśmiechnęłam się szeroko.
         Jednak szybko wróciłam do normalności. Zabrałam swoje rzeczy i wyszłam z hali czując jego wzrok na swoim ciele. Znowu. Idąc korytarzem do swojego pokoju usłyszałam dźwięk przychodzącego SMSa.
Masz czas? <3 :*
         Kompletnie zapomniałam o swojej najlepszej przyjaciółce.
Dwie godziny po obiedzie ;)
         Na odpowiedź długo nie czekałam.
To wyjdź przed ośrodek. O której masz obiad?
         Obiad miał być za godziny, więc umówiłyśmy się, że jak skończę to wyjdę. Weszłam do pokoju, papiery rzuciłam na stolik, a sama się położyłam na łóżku. Leżałam i rozmyślałam ślepo patrząc w biały sufit. Ciekawa byłam dlaczego Kaśce tak zależało na spotkaniu ze mną. Co się mogło wydarzyć? Filip z nią zerwał? Raczej nie, gdyby tak było to już dawno ryczałaby mi do słuchawki. I znowu koniec ciszy. W tej pracy chyba nigdy nie będzie ciszy. Niechętnie podniosłam się z łóżka i podeszłam, aby otworzyć te drzwi. W drzwiach ujrzałam Andrzeja.
         - Nudy czy porada psychologiczna?
         - Porada. – wszedł do pokoju i usiadł na łóżku.
         - Zamieniam się w słuch.
         - Mój kumpel ma problem i …
         - Twój kumpel? – uniosłam jedną brew.
         - Ta, najlepszy. W każdym razie. Bo on się … zakochał. To znaczy zauroczył, ale on mówi, że się zakochał. Chodzi o to, że ona mu się podoba, a jest dla niego oschła. Natomiast problem rodzi się w tym, że ciągle o niej myśli, a nie powinien, bo może stracić pracę.
         - Ładna?
         - Nie wiem. – kącik jego ust uniósł się w górę.
         - Czyli ładna. Dam ci taką radę. Porozmawiaj z nią. Naprawdę. Bierz telefon i dzwoń. Nic nie stracisz, a zyskać możesz bardzo wiele.
         - Chyba masz rację.
         - Na pewno mam, ale zrobisz to po obiedzie. Chodź, bo się spóźnimy.
         Po obiedzie wyszłam przed ośrodek. Moje wspaniałe, rozwydrzone przedszkole porozchodziło się do pokoi. Miałam teraz czas na rozmowę z moją najlepszą przyjaciółką.
         - Zuza! – biegła w moją stronę i rzuciła się na mnie jakbyśmy pół życia się nie widziałyśmy.
         - Cześć kochana. Coś się stało, że tak ci zależało na tym spotkaniu?
         -Nie mów, że zapomniałaś. Muszę wysłać materiał go gazety, a drugiej takiej modelki nie znajdę.
         Na śmierć zapomniałam o comiesięcznym wydaniu gazety. Zawsze pokazywałam co modne w danym miesiącu, oczywiście za darmo. Doszłyśmy do samochodu, a tam czekał na nas Filip.
         - Cześć Ruda. Tu masz ciuchy. Wskakuj i się przebieraj.
         - Też cię kocham Filip.
         Lubiłam ten ich mały kolorowy busik. Nie był wielkich rozmiarów, a było w nim naprawdę dużo miejsca. Przebrałam się w to co dostałam i poszliśmy do lasu. Pozowałam tam ponad półtorej godziny. Czułam się jak kukiełka. Filip mówił: praw ręka za głowę, oprzyj się o drzewo i podnieś nogę. Tak spędziłam czas w towarzystwie najlepszych przyjaciół. Niestety nie mogłam dłużej zostać, więc przebrałam się w stare ciuchy, a te, zresztą jak każde, dostałam w prezencie. Pożegnałam się i wróciłam na górę. Znowu złapałam papiery, telefon i ruszyłam na siłownię. Wchodząc zobaczyłam Andrzeja i uśmiechnęłam się. Ciekawe czy z nią rozmawiał. Na ławce pod ścianą siedział Andrea i coś pisał.
         - Przepraszam za spóźnienie, ale byłam na takim dłuższym spacerze, nie spojrzałam na zegarek i …
         - Nie ma o czym mówić. Tobie mogę wybaczyć.
         - Dziękuję. – uśmiechnęłam się do niego.
         -To ja dziękuję, że mogę rozmawiać z tobą po włosku. – wstał i poszedł w stronę chłopaków.
         Dzisiaj czwartek. Muszę przeprowadzić z nimi jakąś rozmowę. Długo nie myślałam. Kultura. Trzeba im przypomnieć pewne zasady. Po treningu chłopcy rozeszli się do pokoi, aby za chwilę zejść na kolację. Po posiłku zebraliśmy się w moim pokoju, ponieważ konferencyjna była zajęta.
         - Hej, cisza! Zaczynamy. Chciałabym dzisiaj poruszyć temat kultury i tego co wypada a czego nie. Kultura osobista to cecha, którą nabywamy w wyniku ciągłej pracy nad sobą. Zapewne wiecie, że istnieje coś takiego jak savoir-vivre …
         Zaczęłam im opowiadać o tym jak zachowywać się wśród ludzi. Wiem, że taki temat przerabia się w przedszkolu, ale ich chyba wtedy nie było. Czasami miałam wrażenie, że pracuję w przedszkolu. Naprawdę. A przecież jakbym chciała pracować z dziećmi to nie zatrudniłabym się jako psycholog siatkarzy. Co na to ich żony, narzeczone, dziewczyny? Nie przeszkadza im to? Gdy skończyłam swój monolog nie obyło się bez pytań.
         - Tak w ogóle, to dlaczego taki temat? – zapytał się Łukasz.
         - Dlatego, że zachowujecie się jak bydło. Wchodzicie na stołówkę to się drzecie wniebogłosy. Ja myślę, że panie kucharki mają dobry słuch. Po drugie przychodzicie do mnie do pokoju i czujecie się jak u siebie. I na koniec chyba muszę poprosić Giovanniego, żeby robił lżejsze treningi na siłowni, bo jak walicie w drzwi to ja się boję, że kiedyś wypadną.
         Wszyscy zdziwieni patrzyli się na mnie. Ja powiedziałam tylko prawdę. I ta ukochana cisza. Nie sądziłam, że jeszcze ją tu spotkam. Widziałam, że nie bardzo wiedzieli co się dzieje, więc im powiedziałam. Gdy wszyscy zaczynali już wychodzić, poprosiłam Andrzeja, żeby został na minutkę.
         - Rozmawiałeś z nią? – zaczęłam, gdy zostaliśmy sami.
         - Jeszcze nie. Teraz miałem zadzwonić.
         - Okej. Nie chcę się wtrącać, ale czekam na wyniki tej rozmowy.
         - Dobrze. – uśmiechnął się niechętnie.
         - No chodź tu. Przytulas na odwagę.
         Miał ładny zapach perfum. I był taki cieplutki, a ja taka zimna. Mimo, że tak krótko go znałam to mogłam powiedzieć, że jest idealny. Wiadomo, jak każdy, miał kilka wad, ale i tak był ideałem. Ta dziewczyna wiele straci, jeśli go odrzuci.
_______________________________________________________________
Witam Was po długiej przerwie. Wiem, że akcja toczy się zbyt szybko, ale nic na to nie poradzę. Taka już jestem. DZIĘKUJĘ TYM CO TO CZYTAJĄ. LICZĘ NA KOMENTARZE!!!
Jak myślicie, co się wydarzy w następnym rozdziale?
Buziaki :*

PS. Wesołych Świąt.

poniedziałek, 24 listopada 2014

INFORMACJA!!!

Zawieszam bloga, z powodu chwilowego braku weny oraz zbyt małej ilości wolnego czasu. W szkole mam sajgon i przepraszam Was, że tak długo się nie odzywałam. Powrócę do Was na święta. Obiecuję.

piątek, 1 sierpnia 2014

05. Uśmiech na twarzy nie zawsze oznacza być szczęśliwym ...


Nie masz prawa mi mówić
Kiedy i gdzie mam pójść, nie masz prawa mi tego mówić
Zachowujesz się tak, jakbym była twoją własnością
Taaa, kochanie nic a nic o mnie nie wiesz






Obudziło mnie pukanie do drzwi. Choć brzmiało to bardziej jak walenie. Tak. Walenie. Walenie do drzwi mojego pokoju. Nikt mi się nie da wyspać. Wywlekłam się z łóżka i skierowałam się do drzwi, przy okazji obijając się o wszystko co stało mi na drodze. A osoba po drugiej stronie nie ustępowała.

- W końcu. Ile może zajmować droga z łóżka do drzwi? – powiedział Andrzej wchodząc do mojego pokoju.
- Jasne. Rozgość się. Co cię sprowadza do mojego pokoju w środku nocy? – odpowiedziałam kładąc się na łóżko.
- Jakiej nocy?! Jest za 15 ósma. Tak więc proszę, tu masz bluzkę, tu spodnie i szybciutko do łazienki, bo musisz być zaraz na dole.
Wzięłam od niego ciuchy i poszłam do łazienki. Rozebrałam się i poszłam pod prysznic. Stałam tak i czułam jak strużki wody spływają po moim nagim ciele. Wyszłam spod prysznica i dokładnie wytarłam swoje ciało białym ręcznikiem, po czym zorientowałam się, że moje pudełko z kosmetykami jest w walizce. Owinęłam się ręcznikiem i wyszłam z łazienki. Czułam na sobie jego wzrok.
- Nie gap się tak.
- Nie sądziłem, że tak szybko cię zobaczę w samym ręczniku.
- Wiem o czym myślisz. A to nie tak prędko. – uśmiechnęłam się do niego.
         Weszłam do  łazienki, posmarowałam się balsamem i, czekając aż się wchłonie, zrobiłam makijaż. Potem ubrałam „służbowe” ubranie i zaczęłam rozczesywać swoje włosy. Wzięłam swoją piżamę i rzuciłam do walizki. Zakładając zegarek na rękę, on wziął klucz od pokoju i mój telefon, po czym pociągnął mnie za rękę i wyprowadził z pomieszczenia. Zamknął drzwi i oddał mi moje rzeczy, i znów gwałtownie mnie pociągnął. Biegłam za nim jak na złamanie karku. Zwolnił dopiero przed stołówką. Wszyscy stali przy drzwiach jakby to jakieś zebranie było.
         - Przegrałeś Krzysiek. – dopiero wtedy ogarnęłam, że każdy patrzy w zegarek jak zaczarowany. – Stary brawo. Trzy sekundy przed czasem. – lepnął Andrzeja Karol.
         - Ktoś mi wytłumaczy o co tu chodzi? – powiedziałam groźnym tonem i prześwietliłam każdego wzrokiem. Oczywiście wszyscy się rozeszli jak na zawołanie. Złapałam za koszulki Andrzeja i Krzyśka, ale jakbym miała więcej rąk to bym ich wszystkich zatrzymała. – O co tu chodzi? Milczenie pójdzie na waszą niekorzyść.
         - Ja nie chcę podpaść, więc wytłumaczę. – odezwał się Karol. – Ty się nie zjawiałaś na śniadaniu i się zaczęliśmy martwić. Krzysiek powiedział, że za nim ty zejdziesz na śniadanie to będzie już pora obiadowa i Andrzej wtedy powiedział, że wystarczy mu 15 minut. Podjęli zakład, a ja byłem odpowiedzialny za liczenie czasu. – powiedział po czym się ulotnił.
         - Czy to prawda? – potrząsnęłam nimi.
         - Tak … - powiedział Andrzej.
         - Masz szczęście, że obiecałam coś Iwonie. – powiedziałam do Krzyśka i puściłam ich. – Ona i tak się dowie, co zrobiłeś.
         - Na żartach się nie znasz? – odpowiedział mi Krzysiek.
         Przecież on nic nie wie, bo prosiłam Iwonę o dyskrecję. Nie chciałam tego, bo wiedziałam, że wszystkim wygada. Dopóki nic nie widać, da się ten szczegół pominąć. Żyję jak każdy. Wystarczy tylko, żebym brała leki, a będzie dobrze. Nikt się nie zorientuje.
~*~
         Po śniadaniu wybraliśmy się na siłownię, gdzie chłopaki ćwiczyli. Na początku myślałam, że to będzie normalny dzień. Dzień jak co dzień. Jednak najwyraźniej ktoś chciał mi go popsuć. Zadzwonił mój telefon. Wyszłam z siłowni, by go odebrać. Jak zobaczyłam na wyświetlaczu kto dzwoni to uśmiech zszedł mi z twarzy. Odebrałam telefon, by mu raz na zawsze wyjaśnić, że nie chcę go znać.
         - Odczep się ode mnie człowieku! Jesteś dupkiem! Nie chcę cię znać! – krzyczałam do słuchawki.
         - Jeszcze będziesz moja. – rozłączył się.
         Skończyło się namawianie, żebym do niego wróciła. On mi teraz grozi. Zaczynałam się go pomału bać. Bo co jak mi coś zrobi? On jest zdolny do wszystkiego. Usiadłam na murku przed siłownią, a łzy napłynęły mi do oczu. Nie wiedziałam jak długo tak siedziałam, ale poczułam czyjąś rękę na ramieniu. To był Krzysiek. Gdy tylko zobaczył moje łzy, od razu mnie przytulił i szepnął do ucha: „Tutaj jesteś bezpieczna”. Nie wiedziałam jak długo tak siedziałam za nim mnie znalazł, ale chyba długo, gdyż chłopaki już skończyli zajęcia na siłowni. Wyrwałam się z jego objęć, otarłam łzy i powiedziałam, że wszystko jest w porządku.
~*~
         Reszta dnia minęła normalnie. Wieczorem siedziałam na łóżku obmyślając plan na nasze jutrzejsze spotkanie. Wtedy znów zadzwonił telefon. I wtedy znowu zamarłam na moment. Wzięłam telefon do ręki i odetchnęłam z ulgą. To była Iwona. Dzwoniła, żeby spytać się jak mi idzie i czy wszystko w porządku. Opowiedziałam jej o numerze jaki wywinął mi jej wspaniały mąż. Nie zdziwiło jej to, tylko westchnęła. Trochę ze sobą porozmawiałyśmy, a na koniec upewniła się, że biorę leki. Rozłączyłyśmy się, a ja dalej rozmyślałam nad jutrzejszym tematem.
         Po kilku minutach rozległo się walenie do moich drzwi. Może będzie lepiej jak je otworzę na oścież? Otworzyłam drzwi i w progu ujrzałam Krzyśka. Wpadł do mojego pokoju nawet nie pytając się czy może. Chyba będę musiała ich nauczyć kultury.
         - Siadaj. – usiadł na łóżku opierając się plecami o ścianę, a ja usiadłam po turecku przodem do niego. – Co się stało?
         - Chciałem cię przeprosić. Teraz już wiem, że nie powinienem tego robić. Iwona mi wszystko powiedziała.
         - Co ci powiedziała?
         - Że ty masz z natury długie spanie i ciężko cię obudzić. I nie powinienem z tego żartować. – tutaj nastało milczenie, lecz długo nie trwało. – Wiesz co? – podniosłam głowę, bo byłam ciekawa o co chodzi. – Lucię cię. – uśmiechnęłam się, a on podniósł lewą rękę. Nie wiem co mnie tknęło, ale się do niego przytuliłam jak mała dziewczynka.
         - Ja też cię lubię. – odpowiedziałam mu.
         - Nie pozwolę cię nikomu skrzywdzić.
         Siedzieliśmy tak i rozmawialiśmy. To znaczy w większości to Krzysiek mówił. No, dobra, Krzysiek mówił, a ja słuchałam. Mówił dotąd, aż go wygoniłam, bo byłam zmęczona. Odbyłam toaletę wieczorną, wzięłam leki i położyłam się spać. 
_________________________________________________________
Leci do Was piąteczka. Mam nadzieję, że ktoś to jeszcze czyta. 
CZEKAM NA WASZE KOMENTARZE!!!
Buziaki ;*

środa, 2 lipca 2014

04. Bo pierwsze wrażenie można zrobić tylko jedno ...

Szczęście jest tak bardzo blisko
Jeśli tego chcesz
Marzeniami zbuduj przyszłość
Swój własny los





Tydzień później …
         Obudziłam się dość wcześnie, ponieważ musiałam skończyć się pakować. Zawsze miałam z tym problem. Rodzice kupowali mniejsze walizki, a ja wraz połowy nie umiałam zapełnić. Konsultowałam się z Krzyśkiem, co mi będzie potrzebne. Dużo to on mi nie pomógł, ale każde słowo się liczy. Z ubrań spakowałam swoje ulubione dresy, dżinsy, bluzki, bluzy, ale żeby nie było spakowałam również strój wieczorowy i, co mi się rzadko zdarza, szpilki 8-centymetrowe. Jak na mnie to i tak było za dużo. No, ale cóż… Wśród wysokich facetów trzeba by trochę podrosnąć. Oni mają około 2 metrów, a ja raptem niecałe 175 centymetrów. Dziś założyłam czarne rajstopy z szortami i bluzkę. Z butów wybrałam moje ulubione martensy. W tym samym czasie do mojego pokoju wpadł, jak zwykle bez pukania, Krzysiek.
         - A ty co? Na wybieg? – zaczął się śmiać.
         - Coś ci nie pasuje? A po za tym, mamusia nie nauczyła, że się puka zanim się wejdzie? – zgasiłam go.
         - Czy wy nie możecie wytrzymać jednego dnia bez kłótni? – wtrąciła się Iwona.
         - Ależ my się nie kłócimy, tylko…
         - … tylko wymieniamy swoje poglądy. – uśmiechnęłam się.
         Zeszliśmy wszyscy na śniadanie. Dzieciaki już siedziały i jadły. Iwona wszystko przygotowała. Powiedziała, że gdybyśmy sami sobie musieli przygotować jedzenie to byśmy się nie wyrobili z czasem. Trochę racji miała, choć i tak nie miałam ochoty nic jeść. Wypiłam tylko kawę, a Iwona odprowadziła Sebastiana i Dominikę do znajomej, żeby nas odwieźć do Spały. W czasie gdy jej nie było, Krzysiek zniósł nasze bagaże, a potem wpakował je do bagażnika. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w stronę ośrodka. Przez dłuższy czas nie odzywaliśmy się do siebie. Iwona włączyła radio, żeby umilić nam czas, Krzysiek bawił się swoim telefonem, a ja sprawdzałam czy mam wszystkie materiały. I tak minął nam ten czas.
         W końcu dotarliśmy na parking ośrodka. Wysiadłam z samochodu, otworzyłam bagażnik i wyjęłam swoją walizkę. Nie czekając na Krzyśka, pożegnałam się z siostrą i ruszyłam w stronę głównego wejścia. On wydzierał się za mną, żebym poczekała, ale ja nie miałam zamiaru. Weszłam do głównego hall’u i skierowałam się w stronę recepcji. Po drodze minęłam się z dwoma mężczyznami. Wzięłam klucz od swojego pokoju i szłam w jego stronę.
         - Może ja pomogę? – spytał się jeden. – Ta walizka musi być ciężka.
         - Na szczęście nie jest. – uśmiechnęłam się do niego.
         Teraz go poznałam, albo mi się tak wydaje. To był chyba Andrzej. Pewna nie jestem. Doszłam na drugie piętro, otworzyłam drzwi do swojego pokoju i weszłam. Odczyniłam swój rytuał, czyli walizkę postawiłam na środku pokoju, a ja położyłam się na łóżku. Wtedy usłyszałam pukanie do drzwi. Idąc do drzwi potknęłam się o swój bagaż, którego nie zauważyłam i, skacząc na jednej nodze, doszłam do drzwi. W progu stał Andrea, a w rękach trzymał karton.
         - Tutaj masz ciuchy z logami sponsorów. Oczywiście masz krój damski. – uśmiechnęłam się i odebrałam karton z rąk Anastasiego. – Jeszcze bym zapomniał. Tutaj masz kartkę z przydzielonymi pokojami. To by było na tyle. – kierując się do wyjścia, odwrócił się i dodał: - Zejdź za 2 minuty do konferencyjnej.
         Zamknęłam za nim drzwi i spojrzałam na karton. Ktoś bardzo ładnie na górze napisał moje imię. Skoro miałam wolne miejsce w walizce to przełożyłam ciuchy z pudła do walizki. Wyjęłam jeszcze ręcznik i poszłam przemyć twarz, potem poprawiłam swój makijaż. Zakładając zegarek, który dostałam od cioci na urodziny, stwierdziłam, że powinnam być na dole. Szybko chwyciłam swojego iPhone’a w pięknym etui oraz kluczyki od pokoju i wybiegłam na korytarz, zamykając za sobą drzwi. Zbiegłam do recepcji, aby dowiedzieć się, gdzie jest sala konferencyjna. Wpadłam do niej, jakby się paliło. Po jakiejś sekundzie zorientowałam się, że wszyscy się na mnie patrzą. Poprawiłam fryzurę, schowałam telefon i kluczyki do kieszeni spodni.
         - To jest Zuza. Od dzisiaj będzie w naszym sztabie jako psycholog. – powiedział Andrea patrząc na mnie.
         - Hej. Mówcie mi Zuza, Zuzia, Zuzka, jak sobie chcecie. – uśmiechnęłam się szeroko. – Chciałabym jeszcze dodać, że po tym spotkaniu, na drzwiach do mojego pokoju, pojawi się lista z waszymi nazwiskami w kolejności alfabetycznej. Według tej listy będzie przychodzić do mnie, ponieważ muszę zrobić profile psychologiczne. Dziękuję za uwagę.
         Andrea mówił dalej o planach na ten sezon, a ja stałam podparta o ścianę. Wszyscy słuchali jak zaklęci. Po paru minutach wszyscy porozchodzili się do swoich pokoi. Na końcu wychodził Krzysiek. Szepnął mi do ucha: „Będzie dobrze”. Wcale się nie bałam. No może troszkę, bo przecież pierwsze wrażenie można zrobić tylko jedno. Weszłam do swojego pokoju i od razu zabrałam się za robienie listy. Wzywałam ich po kolei, rozmawialiśmy. Przy okazji wzięłam od każdego numer telefonu. Może zadziwię, ale najtrudniej było mi rozmawiać z Krzyśkiem. Ciągle zmieniał temat. Chwilami miałam ochotę mu coś powiedzieć, ale obiecałam Iwonie, że nie będę się z nim kłócić.
         Zmęczona tym wszystkim poszłam wziąć prysznic. Kiedy tak owinięta ręcznikiem stałam w łazience, słyszałam rozmowę moich sąsiadów, czyli Andrzeja i Karola.
         - Kobieta w naszym sztabie. Stary do czego to doszło? – powiedział pierwszy
         - Nie przesadzaj. Nie jest taka zła.
         - Mówisz tak, bo pewnie ci się spodobała. – zaczęłam się bardziej temu przysłuchiwać.
         - Co ci mam powiedzieć. Ładna jest, ale pewnie zajęta.
         - Jak dobrze, że ja mam swoją Olę.

         Nie mogłam rozróżnić głosów, więc nie wiedziałam który co mówił. Wiedziałam tylko jedno. Muszę być ostrożniejsza. Nie jestem jeszcze gotowa na miłosne gierki, a po za tym nie chcę nikomu robić nadziei. Przebrałam się w piżamę i położyłam się do łóżka. Podpięłam słuchawki do telefonu, włożyłam je do uszu i puściłam muzykę. Tego wieczoru Morfeusz bardzo szybko zabrał mnie do swojej krainy.
__________________________________________________
Witam Was, moje kochane po długiej przerwie. Przepraszam, że mnie tak długo nie było, ale zawsze mi wypadało coś ważniejszego. Rozdział jak dla mnie nudny, ale mam nadzieję, że nie najgorszy. CZEKAM NA WASZE OPINIE W KOMENTARZACH!!!
Pozdrawiam ;)